Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malezja. Pokaż wszystkie posty

1 maja 2017

Miejsca gdzie byliśmy przez 8 miesięcy

     Przejechaliśmy przez Tajlandię, Laos, Kambodżę i Malezję. Odwiedziliśmy wiele miejsc. Polecamy Tajlandię. Najbardziej nam się podobało na wybrzeżu andamańskim w Khao Lak, gdzie łącznie byliśmy ponad 3 miesiące. Odradzamy zdecydowanie Malezję i Kambodżę, no poza Angkor. W Laosie warto zobaczyć Luang Prabang a resztę można sobie darować, no chyba że w Vientiane na saunę ziołową i masaż.
    Poniżej jest mapa z zaznaczonymi miejscami, gdzie byliśmy. Bardzo nam się podobał wyjazd 😎, trudno było wracać 😭.

7 kwietnia 2017

Langkawi od 28/03/2017 do 30/03/2017

     Na wyspie Langkawi zjawiliśmy się z prozaicznego powodu przekroczenia jakoś granicy z Tajlandią bez jeżdżenia na około. Niedaleko jest lokalne lądowe przejście graniczne w Kaki Bukit - Wang Prachan, ale w przewodniku nie ma o nim wzmianki a w Internecie można tylko znaleźć gdzie leży (Google maps) bez informacji czy i co tamtędy jeździ ani w jakich godzinach jest otwarte 😕. Są za to promy na Langkawi z Kuala Perlis w Malezji i do Tammalang w Tajlandii. Oczywiście fakt, że Langkawi to wyspa bezcłowa z tanim i bogatym wyborem wszelkich alkoholi nie miał absolutnie wpływu na decyzję 😀.
Orzeł, symbol Langkawi
     Skoro tylko przekroczyć granicę i zaopatrzyć się w bezcłowym to zostaliśmy przy przystani w mieście Kuah, w którym nic nie ma poza wielką statuą orła, symbolu Langkawi. Bezcłowe galerie handlowe podupadły, połowa jest zamknięta a w czynnych tylko połowa przestrzeni jest wykorzystana. Nie wiemy dlaczego. Ceny w tej "bezcłówce" są tylko trochę tańsze niż w Polsce lub takie same. Dużo tańsze są wyroby tytoniowe - paczka papierosów od 1 zł., znane marki od 6 zł.. W porównaniu do reszty Malezji to taniocha, bo Malezja ma olbrzymią akcyzę na alkohol (3x drożej niż w Polsce) i wyroby tytoniowe (trochę drożej niż w Polsce). W listopadzie 2016 celnicy wprowadzili limity miesięczne n osobę na bezcłowe zakupy alkoholu i papierosów: 5 litrów "liquor" (w tym wino, które według muzułmanów to też "liquor"), 3 kartony piwa i 3 kartony fajek. W każdym sklepie siedzi celnik i rejestruje co kupiłeś na twój numer paszportu - super fucha, bo klientów oprócz nas nie widziałem. Co po przekroczeniu limitu? Abstynencja? Na wyspie nie ma w sprzedaży alkoholu z podatkiem. Nam starczyło limitu, ponieważ byliśmy tylko 2 dni 😜.
     Nocowaliśmy w Joy Motel, który jest OK: czysty, tani - 60 ringgitów, niedaleko do miasta i przystani. Uwaga: żeby nie taksówkarz to byśmy nie znaleźli, ponieważ nie ma szyldu a recepcja to biurko za kratami ukryte w kącie przy schodach 😵. W okolicy jest mnóstwo innych moteli, których nie ma ani w portalach hotelowych ani na mapie - mają za to szyldy od ulicy, ale to dopiero zauważyliśmy spacerując następnego dnia po okolicy.

5 kwietnia 2017

Ipoh - konkurencja dla George Town

Zostało kilka dni do powrotu do Tajlandii, trzeba gdzieś było spędzić te kilka dni, w miarę blisko trasy powrotnej. Padło w związku z tym na miasto Ipoh.
Miasto nowoczesne, ale z zachowaną starszą zabudową. Moim zdaniem miasto wypada bardzo korzystnie, ceny hoteli są bardzo w porządku, nie tak wygórowane jak w George Town, które jest bardziej popularne. I tu akurat bardziej podoba mi się Ipoh, jest tu mniej turystów, w związku z tym nie wpada się non stop na zwiedzających. W spokoju można oglądać stare budownictwo i murale. W George Town do każdego murala jest kolejka, w Ipoh spokojnie można pobawić się z mapą w szukanie murali, bo o obecności takowego nie świadczy tłum. Stara zabudowa w Ipoh zajmuje jednak mniejszy obszar, ale dużo przyjemniej się po niej chodzi. Ale jest to miasto na jeden, dwa dni. Bardzo dobre miejsce do relaksującego leniwego zwiedzania.
Jeden z odnalezionych mural - sprzedawca owoców. Kilku murali niestety nie udało się odnaleźć.
Stara odnowiona uliczka
Uliczka z knajpami i sklepami dla turystów, jak widać turystów jeszcze w tym mieście jest mało.

Stara budynki z czasów kolonialnych
Kolejny mural
Mural z "Kopi O" czyli czarną kawą w foliowej torebce na wynos. Nawet krople wody namalowano realistycznie.
Pijus pijusa zawsze odnajdzie, choćby to był pijus namalowany ;)
Witek: 2 tygodnie w muzułmańskim kraju bez kropelki alkoholu to nawet przy muralu 🍺 chce się postać 😉
Nowy skwer z wierzą zegarową i pasażem knajpianym
Witek: chyba z "wieżą"? 😜

Ipoh od 25/03/2017 do 28/03/2017

Dragon & Phoenix Hotel, Ipoh, Malaysia
     Dragon & Phoenix Hotel jest prawdziwie budżetowy, tzn. minimalistyczne wyposażenie, jest czysty, ma wygodne łóżka (co w Malezji w tym zakresie cenowym jest wyjątkiem) i kosztuje tylko 69 ringgitów (można płacić kartą i bez dodatkowej prowizji, co też jest wyjątkiem w Malezji). Dlaczego tak się różni od innych paskud Malajskich: właścicielami są Chińczycy a obsługa to Hindusi. Wady zawsze można znaleźć i są: internet przez hotelowe wi-fi praktycznie nie działa a niedaleko jest głośny bar karaoke, gdzie Azjaci wyją koszmarnie zawodząc do późnej nocy.
     Dojazd z nowego dworca autobusowego Terminal Amanjaya, położonego 12 km od miasta, jest autobusem nr 116 za 2,80 ringgita, który kończy trasę na miejskim, lokalnym dworcu i to jest spory kawałek do hotelu. Nasz kierowca był tak miły i powiedział, żebyśmy nie wysiadali, bo on jedzie dalej i wysadził nas 200 m od hotelu. W drugą stronę z hotelu na dworzec skorzystaliśmy z Ubera przez Google Maps z promocją 10 ringgit na start i zapłaciliśmy tylko 1 ringgit (94 grosze).

4 kwietnia 2017

Cameron Highlands - dużo, dużo herbaty

Miejsce budzi we mnie mieszane uczucia, piękne widoki pól herbacianych, ale nic więcej. Człowiek pchał się tam tyle godzin, żeby przez kilka minut pooglądać wzgórza herbaciane... Widoki są naprawdę piękne, ale wkurza azjatycki sposób zwiedzania: zawożą busami, masz kilka minut na zrobienie zdjęć i wypad! A oprócz tego nie ma tam co robić, bo same miasteczko jest koszmarne.
A to miejsce aż prosi się żeby zrobić szlaki i godzinami i kilometrami plątać się pi wzgórzach.... Oczywiście tutaj parę osób, które tam były, by się pewnie oburzyło, bo przecież są szlaki, nawet jest mapa ze szlakami! Ano jest mapa! Nawet trzeba ją kupić, nie ma darmówek a prawie 50% zajmują reklamy. Pełni optymizmu poszliśmy na wybrany szlak nr 5. Po godzinie błądzenia zaczęliśmy się wkurzać, po 2 godzinie znaleźliśmy wejście na szlak nr 7 (ukryty na zapleczach osiedla, w dziurze w żywopłocie i za kanałem ściekowym), po kolejnej pół godzinie szukania szlaku nr 5, który miał się zacząć tuż obok szlaku nr 7 poddaliśmy się. Tak gównianej mapy (firmy http://www.sunspot.com.my/maps.html) i tak gównianych oznaczeń szlaków nie widziałam nigdy, ale co się dziwić, Azjaci nie chodzą! Azjaci podjeżdżają pod atrakcję, robią zdjęcia i odjeżdżają. 

Ukryte wejście na szlak
Wzgórza herbaciane
Miało wyglądać, że piję herbatę, ale chyba nie wyszło ;-)
Więcej wzgórz herbacianych
i jeszcze ...
i jeszcze więcej ...
i tak w nieskończoność.

Swoją drogą nigdzie w Malezji nie widziałam herbaty, którą tam uprawiają, Można ją kupić tylko na miejscu i nigdzie więcej.

Inne atrakcje są też azjatyckie, jest milion farm truskawek, gdzie można zobaczyć jak rosną truskawki i kupić produkty z truskawek. Tego chyba nigdy nie zrozumiem, że atrakcją jest oglądanie jak rosną truskawki....
Są farmy warzywne i farmy motyli. Na jednej farmie motyli niestety byliśmy, motyli było kilka a reszta to króliki, świnki morskie, owady i szklarnia z gerberami....

Jedyną fajną atrakcją jest Mossy Forest na Gunung Brichang, wiecznie zamglony i wilgotny las, po którym można trochę pochodzić i popodziwiać obrośnięte mchem drzewa.

Mossy Forest, Gunung Brichang
Mossy Forest, Gunung Brichang
Do tego w górach jest zimno!!! W nocy temperatura spadała do około 20 stopni. Prawie cały czas pada, wszystko człowiek ma mokre, pranie nie schnie tylko z każdym dniem robi się coraz bardziej mokre i śmierdzące ;)

29 marca 2017

Tanah Rata (Cameron Highlands) od 22/03/2017 do 25/03/2017

     Nauczeni doświadczeniem, że w kraju muzułmańskim trzeba weryfikować osobiście nocleg, wydeptaliśmy centrum Tanah Rata aż w końcu znaleźliśmy czysty pokój z łazienką i w akceptowalnej cenie. Niestety były malezyjskie wakacje, więc cena +70% i kosztował 80 zeta a po naszym wyjeździe 47 zeta. Internet jak zwykle działał albo nie. Polecamy pokój w KRS Pines Guesthouse, ale zdecydowanie odradzamy tutejsze śniadania, gdzie można podziwiać kunszt jak spie...ć jajecznicę i kawę a cena 2x w porównaniu z lokalną knajpą.

28 marca 2017

Taman Negara - Cameron Highlands autobusem

     Pojechaliśmy komunikacją publiczną autobusami, żeby nie płacić za turystyczny minibus. Kuala Tahan w Taman Negara National Park jest małą miejscowością, ale informację turystyczną prowadzą biura podróży, które chcą sprzedać bilet na ich drogi turystyczny minibus. Za przejazd do Tanah Rata (tzn. do Cameron Highlands, które jest nazwą marketingowa dla turystów) chcą ponad 100 zeta (120 ringitów). To będzie w ciasnym minibusie jak szprotki i z przynajmniej 1 przesiadką, więc ich olaliśmy.
"Główna" ulica Kuala Tahan, Taman Negara National Park
    Autobus rejsowy odjeżdża spod baru na "głównej" uliczce kilka razy dziennie do Jerantut a tam się zobaczy co dalej. Wsiedliśmy o 10 rano: wygodnie i bez problemu w 1,5h za 6 zeta jesteśmy w Jerantut. Trasa dalsza okazała się bardziej skomplikowana, bo albo czekamy na lokalny autobus 3h albo na około przez Kuala Lumpur. Miejscowi namówili nas, że przez Kuala Lumpur to drogo, dłużej i powinniśmy jechać lokalnym autobusem. OK, bierzemy: do Bento wyjeżdża o 14:30 i jedzie ok. 1h20min, z Bento będzie w ciągu 15-45 minut autobus do Raub i jedzie ok. 50 minut, a z Raub to już z górki bezpośrednim do Tanah Rata. Hmm jest tylko jeden problem, bo ostatni autobus z Raub do Tanah Rata odjeżdża o 17:00 i z dodawania mi wychodzi, że dojedziemy pomiędzy 16:55 a 17:25 😱. Gość z firmy przewozowej tłumaczy, żebyśmy w Raub powiedzieli kierowcy, że my dalej jedziemy do Tanah Rata to on zadzwoni, żeby na nas zaczekali. Hmmm 😕.
     W Jerantut na dworcu autobusowym są lokalne knajpki, sklepy, salon piękności, fryzjer, toaleta i nawet meczet. Można spokojnie czekać.
     Wszytko poszło prawie jak w zegarku. Odjazd o 14:30 i o 15:40 jesteśmy w Bento za 6 zeta. Kierowca z Jerantut zaprowadził nas do okienka z biletami w Bento, coś tam pogadał i mamy bilety do Raub za 9 zeta. Na ostatniej prostej w Raub były roboty drogowe i przyjechaliśmy o 17:10, czyli 10 minut po odjeździe ostatniego autobusu do Tanah Rata. Innego autobusu na dworcu nie widzę, więc pędzę do kasy biletowej i bez problemu kupuję o 17:15 bilety na autobus odjeżdżający o 17:00 😃 do Tanah Rata za 22 zeta. Ten też był spóźniony 😌. Do Tanah Rata dojechaliśmy o 20:30 😀.
     Minibusem turystycznym za 100 zeta bylibyśmy pewnie jakieś 3,5h wcześniej, bo czekaliśmy na połączenie w Jerantut 3h i w Bento 0,5h. Za to cała podróż była przygodą: uda się dzisiaj czy gdzieś nocujemy? I kosztowała 33 zeta a nie ponad 100 oraz przejazd był w wygodnych autobusach zamiast jak szprotki w minibusie.

Taman Negara Kuala Tahan od 19/03/2017 do 22/03/2017

Teresek View Hotel, Taman Negara Kuala Tahan
     Do Kuala Tahan przyjechaliśmy turystycznym minibusem HAN Travel. który nas oczywiście zawiózł do ich noclegowni HAN Rainforest Resort Taman Negara. Jak wiadomo "resort" w Azji jest dowolnie interpretowany, więc poszliśmy zobaczyć pokój, który okazał się: klitką niewiele większą od łóżka, z oknem ze szklanych żaluzji i wychodzącym na korytarz, brakiem łazienki i ceną ponad 100 zeta. Podziękowaliśmy serdecznie za takie luksusy resortowe. Poszliśmy do wytypowanego w internecie Teresek View Hotel i po pozytywnym zweryfikowaniu pokoju wzięliśmy: mały czysty pokój, łazienka, balkon i cena 75 zeta. Internet hotelowy właściwie nie działa, ale kilkadziesiąt metrów od hotelu jest internet cafe za 2.5 zeta/godzina. Polecamy ten budżetowy hotel.

Taman Negara - najpopularniejszy park narodowy w Malezji

Taman negara inaczej po malezyjsku park narodowy, większość parków w Malezji nazywa się Taman negara + coś tam, ale jak powie się tylko Taman negara to każdy kojarzy tylko ten jeden park. Ską akurat taka popularność tego jednego to trudno powiedzieć.
Ale za to co dziwne ceny wejściówek do parku nie zmieniły się od ładnych paru lat, nadal opłata za wejście to 1 MYR + 5 MYR za aparat fotograficzny, a jak chcesz wchodzić do parku kilka dni pod rząd to dostajesz kwitek z datą końcową i nie musisz płacić następnego dnia. Lekki szok, bo wszędzie za atrakcje koszą coraz więcej, np. za wpłynięcie do parku na Perhentianach chcą aż 30 MYR.

Atrakcją można powiedzieć główną, są Canopy Walkway, czyli kładki rozwieszone między koronami drzew. Za nie opłata dodatkowo 5 MYR. Naczytaliśmy się, że tłum, że trzeba czekać w kolejce zanim się wejdzie. Tym czasem, gdy dotarliśmy na kładki w okolicach godziny 13 (jak zwykle u nas wyjście wcześnie graniczy z cudem, a 13 to jest wczesne rano) to byliśmy sami. Mieliśmy całą trasę tylko dla siebie.
Canopy walkway, Taman Negara
Canopy walkway, Taman Negara
Canopy walkway, Taman Negara

W sumie dżungla jak dżungla, ale nam się podobało. Nałaziliśmy się trochę , spotkaliśmy nawet parę zwierząt, większości nie udało się zrobić zdjęć, bo szybko uciekały ;)
Nawet mrówki w dżungli są na sterydach (u góry paczka papierosów jako skala)
Kto wypatrzy wielkiego jaszczura?
Zbliżenie na jaszczura, wielkość już takiego krokodyla

Park jest generalnie bardzo fajnie pomyślany, są zrobione piesze szlaki, dobrze oznaczone, te najbardziej popularne i najkrótsze są zbudowane z kładek przez co przejście przez dżunglę jest bardzo ucywilizowane i dostępne dla każdego bojącego się że pobrudzi się błotem ze ścieżki.Dalsze szlaki są już wyciętą ścieżką przez dżunglę, czyli dla każdego znajdzie się coś wedle potrzeb.

Ścieżka cywilizowana
A tu już ścieżka mniej cywilizowana ;)
Widok ze szczytu Teresek Hill
Plaża i kąpielisko w dżungli
Ścieżki są zrobione, ale nie do końca czyszczone
Stroma ścieżka pokonana!

Fajnym pomysłem są też zbudowane punkty do obserwacji zwierząt, weszliśmy na pierwszy, sceptycznie posiedzieliśmy 5 minut i ku naszemu zaskoczeniu na polankę wyszła sobie łania. Niestety nie udało się wypatrzeć jednego z kilkudziesięciu bodajże żyjących tu tygrysów :P

Punkt obserwacyjny
Jeleniowate przy wodopoju

Na dłuższych szlakach są postawione domki, tzw Bumbun, w których można nocować, ale posiadają one jedynie drewniane prycze, zamiast okien hula wiatr, na szczęście jest coś co stanowi namiastkę drzwi. W tym kiedyś nawet była doprowadzona woda i toaleta, ale to było bardzo dawno temu. Za nocleg w takim miejscu płaci się jednorazowo 5 MYR i należy przy wejściu do parku zadeklarować w którym będzie się nocowało (do biletu dostaje się w miarę dokładną mapkę z zaznaczonymi wszystkimi Bumbunami, punktami widokowymi i trasami).

Bumbun, czyli nocleg w dżungli

Przy samym parku jest położona miejscowość Kuala Tahan, która z racji położenia jest sypialnią dla zwiedzających park. Jest to wiocha jakich mało, z jedną główną uliczką, która istnieje tylko dzięki obecności parku. Ale miejscowość oprócz tego, że jest wiochą jest dosyć przyjemna.

Główna ulica w Kuala Tahan

Klimat jest tu niestety dość mokry, padało codziennie, na szczęście tylko wieczorem, ale jak zaczynało to przez godzinę lub dwie było urwanie chmury. Jak to zwykle w tropikach, wszystkie ubrania stale wilgotne, pranie nie schnie wcale, buty pleśnieją ;)

27 marca 2017

Perhentian Besar od 16/032017 do 20/03/2017

     Na wstępie zacznę od stwierdzenia, że "Resort" jest nazwą nagminnie nadużywaną w Azji. Ten resort Flora Bay był jednak konkretnie drogi (300 zeta/doba z wyżywieniem) a zakwalifikował bym go do kategorii ośrodka pracowniczego z epoki Gierka i to bez remontu od epoki. Rozumiem, że wyspa i wszystko musi być dowiezione statkiem, czyli droższe. Ale błagam nie nazywać resortem czegoś co jest kiepskim pensjonatem ze zużytym maksymalnie wyposażeniem. Można by było przełknąć, żeby to była faktycznie rajska tropikalna wyspa i pies jechał, że śpię z 3 centymetrowymi karaluchami. Faktycznie jest tak:
  • Zabudowany każdy skrawek przy plaży i naćpane jedno na drugim,
  • Co chwila przypływa i odpływa łódź na ląd z turystami (a połowa ośrodków jeszcze się nie otworzyła, bo sezon zaczyna się za miesiąc w kwietniu),
  • Wali z tych łodzi smrodem spalin i benzyną, nie mówiąc o ciągłym warczeniu silników (pod wodą przy snorkelingu jak permanentne bzyczenie przczół); drugiego dnia chyba się im coś rozlało i smród benzyny był tak intensywny w całej zatoce pomimo wiatru, że Kaśka ... a mnie tylko łeb napierdalał.
  • W pokoju i wszędzie są instrukcje obrazkowe, żeby być ekologicznym i np. nie dotykać korali, bo są wrażliwe i kruche. Super i jestem w pełni za. Tylko do każdej noclegowni we Flora Bay jest wyryty kanał dla łodzi w rafie koralowej, żeby dostarczyć gości łodzią pod samą noclegownię. W efekcie 25% zatoki ma wyrżniętą rafę koralową na tory dla łodzi. Teraz to i tak nie ma znaczenia, ponieważ rafa jest martwa, czyli rumowisko jak po bombie.
  • Jedzenie kwalifikuje się do takiej sobie lokalnej knajpy a nie "resortu". Mieliśmy mieć "barbecue dinner". Powiedzieli, że jest "buffet dinner", bo nie ma wystarczającej liczby gości na barbecue i nie będą robić. Powiedziałem im, że mnie to nie interesuje i zapłaciłem za "barbecue dinner". Oni na to, żebym zadzwonił do mojego agenta, bo to nie ich problem. Stwierdzenie, że to nie mój agent tylko ich, zignorowali i dodali, że "buffet diner" jest w tej samej cenie. "Buffet dinner" składał się z połowy już wyjedzonych do zera pojemników w podgrzewaczach bez podgrzewania i szkoda słów na zawartość. W skrócie np. rozgotowana ryba na zimno w ociekającej olejem panierce. 
  • Śniadanie: bar dworcowy w Koluszkach w porównaniu jest 6 gwiazdkowym Ritz'em (tak wiem Ritz ma 5 gwiazdek, bo nie ma więcej gwiazdek w skali, ale w porównaniu Koluszki mają 6).
     Rozpisałem się z pełną świadomością, żeby jak ktoś miał zamiar się wybrać na rajskie wyspy Perhentian to wiedział co go czeka na miejscu. Może inne miejsca są lepsze i tego nie wiem, ale nasze tak wyglądało.
     Uwzględniając nasze dotychczasowe doświadczenia, to jest standard muzułmański, którego należy się wszędzie spodziewać. Nigdy nie rezerwuj ani nie płać z góry i sprawdź sam osobiście. Czy jestem uprzedzony do muzułmanów?
     Z drugiej strony nocleg na stałym lądzie w Kuala Besut po powrocie z Perhentian był w porządku, bo przede wszystkim czysty i wygodne łóżko w Ain Hotel, Chociaż cena też trochę wygórowana jak na bardzo prosty pokój, ale nie ma co narzekać - tylko 1/3 ceny z Perhentian a standard wyższy, bo czysty i bez robactwa.

Nie-raj na ziemi – wyspy Perhentian

Do Malezji generalnie nie mamy szczęścia, jak nie hotel koszmarny to miejsce rozczarowujące. Może to jednak o czymś świadczy? 3 wizyty w Malezji i za każdym razem mniejsze lub większe rozczarowanie. Czy dlatego mają mniejszy ruch turystyczny niż Tajlandia? Bo generalnie kraj przedstawia się średnio. W dodatku kraj turbaniarski (uprzedzona jestem i tyle, ale cóż poradzić), a wiadomo jak się teraz na turbaniarzy reaguje….

Ale do rzeczy, poprzedni post Witka był w kontekście hotelu w którym mieliśmy nieszczęście nocować, hotel śmiał nazywać się butikowym! Generalnie nora jakich mało, pościel brudna tak że strach się dotknąć, z plamami różnej maści, łącznie z krwią. Pokój w dodatku za 100 zł za noc! Ale na szczęście było minęło, złość opadła, człowiek dzięki Bogu zdrowy, czyli nic w hotelu się nie przyplątało.

Ale miało być o raju na ziemi! Boskich bliźniaczych wyspach Perhentian - Besar i Kecil.
Skuszeni rajskimi zdjęciami z internetu i perspektywą boskiego snorkelingu wykosztowaliśmy się na pakiet w resorcie na wyspie Besar. Hotel Flora Bay resort okazał się kołchozem, ze starymi pokojami chyba nigdy nie odnawianymi i bardzo słabym jedzeniem. Nie jestem wykwintnym smakoszem kawy, ale kawa śniadaniowa w tym miejscu była wręcz niepijalna.
W dodatku resort zapełnił się rodzinami z dziećmi, bo trafiliśmy na tydzień wakacji szkolnych (jak pech to pech, poprzednio trafiliśmy na malezyjski nowy rok, gdzie wszystko było zamknięte, a teraz na wakacje). Każdy wie jak bardzo, pasjami wręcz kocham dzieci, a dzieci turbaniarskie zdecydowanie najbardziej! W dodatku przeciętna rodzina w tym kraju posiada 4-5 dzieci, nie jest rzadkością posiadanie 8 dzieci..... Dzieci są puszczane samopas, rozwydrzone i wrzeszczące, zresztą jak może być inaczej? Nawet muzułmańska kobieta poświęcająca się tylko rodzinie nie da rady zapanować nad całym przedszkolem.

Ale odbiegam od tematu. Wyspa: plaża nieco zaśmiecona, z masą parkujących motorówek i nieustannym smrodem benzyny i z masą dzieci. Plus tego miejsca, z jednego końca plaży jest od razu dostęp do rafy koralowej (o ile to cmentarzysko można jeszcze nazwać rafą koralową), na  której można spotkać rekiny. Należy pływać w trakcie przypływu, bo przez jakieś 30 metrów ciągnie się duża płycizna z ostrymi szkieletami korali. Ale po przepłynięciu płycizny jest już dużo lepiej, są rekiny i żółwie, ale rekiny w tym konkretnym miejscu można spotkać zdecydowanie częściej niż żółwie. 
Faktycznie, wrażenie gdy się wypatrzy rekina i ten rekin płynie w stronę człowieka jest niesamowite. Trzeba sobie ustawić odtwarzanie filmu w HD, bo inaczej wyświetla w gównianej jakości i średnio co widać :(

O, rekin! 😄 O, k... rekin! 😟

Ten żółw nie był zbyt towarzyski, nie podobało mu się filmowanie

Płaszczki

Duża ryba - czy dobra na steki?

Wycieczka obwoźna po miejscach dobrych do snorkelingu pokazała, że niestety rafa wokół całej wyspy już prawie nie istnieje i jest martwa. A sądząc po masie ludzi i masie motorówek, brzęczących w trakcie pływania, to rafa raczej nie ma szans na odtworzenie. Wycieczka snorkelingowa to tradycyjna masówka, nastawiona jeszcze na szybkość przemiału ludzi (w ofercie są dostępne tylko wycieczki półdniowe), nie ma czasu żeby długo popływać. W każdym z punktów masa ludzi, ale głównie skośni, którzy nie umieją pływać, więc pultają się w pobliżu łódek w kamizelkach ratunkowych. Jak się od nich odpłynie kawałek, można w miarę w samotności popływać.

Odradzające się korale.
Ten duży osobnik nas ignorował zupełnie
Nemo :)
Zdecydowanie lepiej kupić sobie wycieczkę ze stałego lądu, popływać i nie nocować na tej wspaniałej wyspie. Byliśmy tam raptem dwa dni, nie udało nam się zwiedzić innych plaż wyspy, o wyspie Kecil nawet nie wspominając, więc może w innych miejscach jest lepiej.

26 marca 2017

Podróż z Khao Lak na wyspy Perhentian

Bus Khao Lak 🚍 Khok Kloi 🚍 Hat Yai (start 14/03/2017 9:00).

     Wyjechaliśmy z Khao Lak z drobnym opóźnieniem, ponieważ pickup-taxi hotelowe pojechało akurat po zakupy na bazar 😒 Dzień wcześniej zamówiliśmy transport w recepcji na określoną godzinę, ale wyszło: tak, tak taxi zaraz będzie. Kolejne 2 autobusy są za godzinę i się udało 😁 zatrzymać autobus na drodze machając ręką i wytłumaczyć, że my tylko do Khok Kloi. W Khok Kloi kupiliśmy bilet na autobus VIP do Hat Yai. Ten VIP już się rozpadał na kawałki i tak waliło z kibelka, że można było się porzygać. Na szczęście zwolniły się miejsca z przodu, gdzie nawiew klimatyzacji przeganiał smród na tył. Dojechaliśmy rzęcholem do Hat Yai wieczorem. Granica do Malezji będzie za chwilę zamykana na noc, więc dzisiaj już nie zdążymy. Trzeba było przenocować. Wzięliśmy pierwszy z brzegu hotel przy dworcu autobusowym C.K. Residence. Tanio i biorąc pod uwagę cenę wszystko OK 😌. Miasto Hat Yai spełnia 2 funkcje: jest głównym węzłem komunikacyjnym na południu Tajlandii i olbrzymim centrum handlowym dla południowych islamskich prowincji. Pierwszą funkcję użyliśmy z braku alternatywy a drugą olaliśmy, bo hidżabu Kaśka na szczęście nie nosi 😎.

Bus Hat Yai 🚍  Sungai Kolok 🚶Rantau Panjang  🚍 Kota Bharu

     Po skorzystaniu z "węzła" wyruszyliśmy następnego dnia rano rejsowym minibusem na granicę w Sungai Kolok. W minibusie musieliśmy kupić ekstra bilet, żeby zmieścić plecaki, bo miejsca na bagaż w minibusach tajskich nie ma (normalny autobus jest tylko 1 dziennie po południu i baliśmy się, że jak mu się coś po drodze obsunie to nam zamkną granicę przed nosem). Dojechaliśmy szczęśliwie po ok. 4h pod samo przejście graniczne Sungai Kolok. Po stronie Tajskiej był remont, więc najpierw przechodzi się granice obok budynku w remoncie. Potem wraca się drogą dla samochodów do Tajskiej budki granicznej po pieczątkę wyjazdową. Po uzyskaniu pieczątki tą samą drogą z powrotem i dalej na piechotę do Rantau Panjang w Malezji przez "Harmony Bridge" (jakieś 300 m).
     Na Malezyjskim przejściu granicznym wystąpiła zwłoka przy punkcie medycznym, ponieważ turbaniary nie wiedziały co to jest Polska i czy mają od nas czegoś chcieć. Gdzieś tam podzwoniły i w końcu oddały paszporty. Moje odciski palców nie zgadzały się na kontroli paszportowej 😢. Kolejne próby, czyszczenie skanera i chyba przy dziesiątym podejściu obydwa palce się zaświeciły na zielono. Ufff, 😁.
     Z granicy to już z górki do Kota Bharu autobusem miejskim nr 29 za 5 zeta, czyli 2h i 45 km. Dobrze, że mają szeroko pojętą komunikację miejską 😏.
     Niestety w Kota Bharu wybraliśmy The One Station Hotel bez sprawdzania w co się pakujemy. Syf, malaria i korniki. Czy może nazwać to Muzułmański standard? 'Boutique hotel ***' za ponad 100 zeta, który miałby problem z zakwalifikowaniem się na kibel. Co się dziwić? 'kibel' jest tu w każdym pokoju na suficie.

Bus + łódź Kota Bharu 🚍 Kuala Besut 🚢 Perhentian Besar (16/03/2017 14:30)

     Czym pojechać do miasta odległego o ponad 50 km? Oczywiście autobusem miejskim (nr 639) i już po 2 h jesteś w Kuala Besut przy przystani motorówek na wyspy Perhentian. Ceny za transport łodzią są u wszystkich te same (70 zeta powrotny), więc można kupić u pierwszego z brzegu, który cię napada po wyjściu z autobusu. Co jednak nie wystarcza do rozpoczęcia przeprawy, ponieważ trzeba jeszcze uiścić opłatę 30 zeta (miejscowi tylko 5 zeta) na ochronę środowiskową wysp i powiedzieć obsłudze łodzi, na którą wyspę płyniesz i w które jej miejsce, tzn. trzeba mieć już wybrany hotel, bo na wyspach nie ma dróg a taxi to łódka. W związku z tym wykupiliśmy pakiet z wyżywieniem i snorkelingiem w Flora Bay Resort na wyspie Perhentian Besar. Ale to już inna historia ...
     Dopłynęliśmy szczęśliwie do celu po 3 dniach podróży, prawie 900 km, 5 autobusami i łodzią 😎.

15 marca 2017

Niestety jesteśmy w Malezji

     Malezja to oczywiście państwo islamskie. Przywitała nas koszmarnie i nawet Google jest tutaj pojebany:
        Napiszemy o tym później, bo bym klawiaturę zużył wpisując słowa wulgarne, obraźliwie i wymyślając nowe przekleństwa.

23 października 2016

Cenang, Langkawi od 04/10/2016 do 14/10/2016

Cena i lokalizacja (ogólna lokalizacja) bardzo dobra. Polecamy!
Szczegółowa lokalizacja do bani, ponieważ: w hotelu nie ma śniadania/knajpy, w najbliższej okolicy nic nie ma i wyjście z hotelu jest przez mini skład budowlany (aczkolwiek nigdy nie słyszeliśmy w nocy ani rano hałasów).
Lokalizacja ogólna: 15 minut drogą, piechotą do bardzo ładnej plaży z czystym morzem i wielkimi falami, 5 minut do najbliższej lokalnej karmiarni jednodaniowej a pomiędzy nimi jest wszystko, czyli sklepy i knajpy.

Link do hotels.com: Desa Terrace, Langkawi

13 października 2016

Plaża Cenang

Oczywiście plażujemy. I jakoś dni mijają :-)

Najbliższa plaża bardzo się nam podoba a szczególnie fale. Dzięki falom można obserwować różne nacje azjatyckie wchodzące do wody. Jak wiadomo Azjaci nie umieją pływać i boją się wody, ale trzeba sobie fotkę z falami strzelić. Wchodzą do wody w ubraniach, klapkach, okularach czy w czapce. Po pierwszej większej fali już ich nie mają. Cyrk codzienny :-)

Złowiłem trofea pływające w wodzie: czapkę bejsbolówkę i żaglówkę.
Położyłem na piasku - może ktoś szuka. Przechodził skośny, rozejrzał się zezem dookoła i zapie... czapkę. Raczej nie była jego.


Za to Kaśka na falach szaleje - linki do filmów: link 1 , link 2

10 października 2016

Na Langkawi ciągle pada...

Pada....
Nie możemy kupić biletów lotniczych, bo mBank nie radzi sobie z autoryzacją płatności malezyjskiej linii lotniczej.
Pada....
Zostaniemy tu na zawsze!

Ale pojawiło się światełko w tunelu, nie w sprawie biletów, a pogody, od połowy dnia nie padało!
W związku z tym czym prędzej udaliśmy się na plażę dla odmiany się poobijać ;)
I z racji nagłej poprawy pogody wpadłam w romantyczny nastrój, stąd parę zdjęć zachodu słońca.
Na zdjęciach są chmury, morze, wysepka, czyli klasyk ;)




I jeszcze kolejny klasyk, miejscowa wersja jelenia na rykowisku, czyli pole ryżowe i bawół z białą czaplą na grzbiecie.

9 października 2016

Wyspa porą deszczową

Pora deszczowa panoszy się po całości. Od dwóch dni pada, na szczęście pada z przerwami, więc można się przemieszczać od ulewy do ulewy. Ale plażować się da, deszcz nie zmienia temperatury znacznie, jest trochę chłodniej, ale cały czas około 27 stopni.
Plażowanie podczas deszczu
W przerwie od deszczu wybraliśmy się kolejką linową na wycieczkę w góry. Kolejka droga, za dwa bilety około 90 zł, ale to były bardzo dobrze wydane pieniądze. Za to podróż wagonikiem może przyprawić o zawał serca, zwłaszcza pod koniec, gdzie wagoniki wjeżdżają na stację pod bardzo dużym kątem nad ogromną przepaścią.



Na szczycie można przejść się też mostem zawieszonym nad przepaścią. Atrakcja dodatkowo płatna oczywiście.
Powietrzny most

Następnego dnia wybraliśmy się skuterami w poszukiwaniu innych plaż. Jak zwykle najfajniejsze jest poruszanie się tam gdzie nikt inny nie jeździ w związku z tym od razu zjechaliśmy w drogę w górach która była zagrodzona pachołkami, droga asfaltowa, w dobrym stanie, ale nieco zaniedbana, zarastająca powoli roślinnością. Okazało się, że droga została wyłączona z ruchu, bo zostało zbudowane pole golfowe, stary kawałek asfaltu przecinał by je, więc został zlikwidowany.
Droga która została idzie bardzo blisko linii brzegowej i tam znaleźliśmy bardzo ładną dziką plażę z pomarańczowym piaskiem.
Zapomniana droga



Po drodze do plaży znaleźliśmy także wodospad w którym można się było kąpać. Wodospad całkiem ładny, czego nie spodziewaliśmy się po doświadczeniach z wodospadami na Ko Samui.